You are currently browsing the tag archive for the ‘butelki’ tag.

W sierpniu poruszyłem tu problem wielkiej wagi niektórych butelek – tych pustych – używanych do wina.  Dziś wracam do tej sprawy, gdyż kilka dni temu znany krytyk brytyjski Tim Atkin poinformował czytelników swej cotygodniowej rubryki w The Observer, że nie będzie już rekomendował żadnych win w zbyt ciężkiej (jego zdaniem) butelce, z jedynym wyjątkiem uczynionym dla win musujących, które z samej swej natury wymagają mocniejszego, a więc i masywniejszego opakowania.  Czyżby oznaczało to początek ery, w której zanim wino stanie do walki o konkursowe laury, będzie musiało przejść obowiązkowe i uroczyste ważenie? Czy wraz z pojemnością i zawartością alkoholu producent powinien podawać na etykiecie ciężar butelki?

Atkin daje swym czytelnikom kilka rad, jak mogą zminimalizować wpływ na środowisko win, które piją. Proponuje, by kupować butelki z winiarni o udokumentowanym niskim “carbon footprint” (daje w tym miejscu przykłady z Australii i Nowej Zelandii, pytanie czy transport z tak daleka rzeczywiście jest taki dobry), zwrócić uwagę na opakowania alternatywne, częściej sięgać po wina brytyjskie, czy wreszcie – tę jego radę trudno będzie przenieść na nasze ekologiczne poletko – rozważyć kupowanie win transportowanych luzem i butelkowanych już w Wielkiej Brytanii.  Dziś tylko najniższe półki supermarketów są tak traktowane,  pamiętajmy jednak, że praktyka butelkowania wina przez samego producenta jest stosunkowo nowa, sto lat temu właściwie wszystkie grand cru classé trafiały do Londynu w beczkach.  Kluczowa jest tu oczywiście kwestia zaufania, w Londynie jakość wina gwarantował butelkujący je dom kupiecki z długą historią i wypracowaną renomą, a i tam różnie bywało. Polscy konsumenci wciąż chyba większe zaufanie mają do rozlewni niemieckich, czy brytyjskich, niż do polskich.

Problemem coraz częściej dyskutowanym w winiarskich blogach i w felietonach jest problem wagi, wielkiej wagi … butelek.  Niektórymi z używanych dziś flaszek można by pewnie ładować bazooki i inne panzerfausty, sprawdziłyby się też, po ich uprzednim opróżnieniu rzecz jasna, w roli granatów obronnych.  Od blisko roku ważę trafiające do mojego domu rekordzistki, stan tabel na dziś: pierwsze miejsce – 1400 g (a więc blisko dwa razy więcej, niż ważyło wino wcześniej tam zawarte – to nie była butelka magnum!).  Jancis Robinson pisała o tym problemie już trzy lata temu, później, w płatnej części portalu, wracała do tematu jeszcze kilka razy.  Nasze codzienne niedogodności (zwichnięcie ręki w łokciu przy nalewaniu, nieuchronny nadbagaż w samolocie) nie są przy tym tak istotne, jak koszt bezsensownego wożenia milionów ton szkła wokół globu.

Nie będę wnikał tu w powody stosowania przez producentów takich butelek, szkoda na to czasu.  Dziś chcę napisać tylko o rekordach z drugiej strony skali.  Najlżejsze ważone przeze mnie butelki osiągają wynik w granicach 400 g, a w dzisiejszym internetowym wydaniu brytyjskiego Decantera znalazłem informację o kończących się pracach nad szklaną, zakręcaną butelką do wina ważącą jedynie 300g.  Tak trzymać!

PS.  Inną stosowaną już metodą obniżenia wagi opakowania jest sprzedaż wina w butelkach z tworzywa sztucznego.  Wbrew pozorom, wpływ na środowisko produkcji, transportu i utylizacji takiego opakowania może być istotnie niższy niż w przypadku ciężkiej butelki szklanej, pisaliśmy już zresztą o tym w Magazynie.  Trudno też znaleźć racjonalny powód, dla którego tanie wina codzienne nie mogłyby być na szerszą skalę sprzedawane w opakowaniach kartonowych, jak mleko.

Kategorie

 

Maj 2012
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Strony

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.